piątek, 11 września 2015

Wakacyjni ulubieńcy na wyjazdy "na dziko"

Cześć!

W ostatnich miesiącach w związku z wakacjami na blogach pojawiło się mnóstwo wpisów typu "wakacyjna kosmetyczka". Długo zastanawiałam się, czy wtrącić swoje trzy grosze. Ostatecznie postanowiłam że ugryzę to z innej strony, pokażę Wam moich ulubieńców na wyjazdy, z tą różnicą że na dziko :) W tym roku łącznie pod namiotem spędziłam niecałe 3 tygodnie i produkty, o których dzisiaj będzie mowa bardzo w tym czasie się przydały.


Na takich wyjazdach kompletnie nie mam ochoty na bawienie się z micelem i wacikami, więc chusteczki sprawdzają się tu idealnie. Bezproblemowo zmywają makijaż (jeśli już go robiłam, najczęściej tylko rzęsy i brwi), a także nadają się do "przemywania" twarzy gdy umywalki w okolicy brak. Po przetestowaniu wielu paczek różnych marek zawsze wracam do Isany. Akurat w Rossmannie nie było różowych, które zawsze biorę, tylko wersja kokos i mango. Ten zapach nieszczególnie przypadł mi do gustu, ale na szczęście właściwości zostały takie same. Chusteczki są duże, nieprzesadnie wilgotne, nie wysychają (pod warunkiem, że się je dobrze zamknie) i nigdy mnie po nich nie wysypało.

Mimo manii włosomaniaczej prysznic na minuty spowodował, że musiałam zrezygnować z odżywki. Wtedy idealnie sprawdzała się taka w sprayu. Pomagała mi jakoś włosy okiełznać i oczywiście zabezpieczyć je przed prażącym słońcem. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie w takich sytuacjach spray jest dużo praktyczniejszy i wygodniejszy niż serum. W tym roku pojechał ze mną Marion, sprawdził się całkiem w porządku, ale i tak wolę mgiełki Gliss Kur.


Mojego największego ulubieńca zostawiłam na koniec. Kupując go nie spodziewałam się, że okaże się tak genialny. Pamiętacie na pewno, że kiedyś miałam tonik z serii liście manuka, który recenzowałam tutaj. Wiedziałam, że tonik pod namiotem spisze się idealnie, jednak nad morze wolałam lżejszą wersję, żeby nie dowalać już i tak przesuszonej od słońca cerze. Dodatkowo założyłam, że mogłaby to być super mgiełka chłodząca po opalaniu. Postawiłam na ten z serii liście zielonej oliwki, oczywiście mowa o Ziaji, i to był strzał w dziesiątkę. Używam go regularnie od dwóch miesięcy i jeszcze nic nie trzymało mojej cery w tak świetnym stanie jak właśnie ten produkt. Nie sięgam po żadne kremy, bo sam tonik trzyma idealne nawilżenie, ale przede wszystkim prawie w ogóle mnie nie wysypuje. Samą mnie to zdziwiło, że taki niepozorna oliwkowa woda może w 99,9% powstrzymać wyskakiwanie niespodzianek. Na wyjeździe sprawdzała się świetnie po użyciu chusteczek jako dopełnienie prowizorycznego mycia twarzy, a także jako odświeżenie cery podczas opalania lub w czasie upałów. Można spsikać bezpośrednio twarz lub przetrzeć ją wacikiem. Obecnie praktykuję oba sposoby. Jedyne do czego można się przyczepić to delikatna lepiąca się warstewka jaka zostaje na twarzy, jednak dość szybko znika więc da się przyzwyczaić.
Mam nadzieję, że ten produkt nie przestanie tak świetnie działać. Coś czuję, że to moja mała rewolucja w pielęgnacji twarzy :)


Jaki jest Wasz wakacyjny/wyjazdowy must have? :)


3 komentarze:

  1. Ten produkt Ziaji kusi mnie od dłuższego czasu, również dzięki zawartości wit. C :)
    Jak skończę wodę różaną lub tonik to pewnie wreszcie po niego sięgnę. Twoja opinia zachęciła mnie do niego jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ochotę na tą oliwkową serię Ziaji. Jestem ciekawa czy się z nią polubię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam wodę tonizującą dla mnie to hit wakacji !:)

    OdpowiedzUsuń

Nie reklamuj się - wchodzę na bloga każdego, kto skomentuje,
Nie uznaję obserwacja za obserwację, jeśli Twój blog mi się spodoba na pewno go zaobserwuję,
Jeśli coś Ci się nie podoba - pisz śmiało, byle nie w formie hejtu a konstruktywnej krytyki - wszyscy jesteśmy ludźmi :)

Dziękuję za komentarz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...