piątek, 9 maja 2014

Moja włosowa historia

Cześć!

MWH czyli nic innego jak historia naszych włosów od samego początku :) to zdecydowanie moja ulubiona seria u Anwen, uwielbiam ją czytać a jak już zacznę to nie mogę skończyć! Najbardziej motywujące są oczywiście efekty które potrafią nieraz nieźle zaskoczyć :) Oprócz tego lubię je czytać u innych blogerek włosowych, dają jasny podgląd z jakimi włosami zmaga się dana osoba i czego można spodziewać się na jej blogu. Dodatkowo jest to najczęściej odwiedzana przez Was strona z tych pod nagłówkiem (a wciąż pusta o ja niedobra :P) także nie pozostaje nic innego niż zaprosić do czytania jeśli jesteście ciekawi co działo się na mojej głowie :)

Zacznę od tego, że kolorów na swojej głowie chciałam mieć tysiąc, ale moja mama nie zgadzała się na farbowanie trwałe, nawet na szamponetkę musiałam ją namawiać (i chwała jej za to!) dzięki czemu nigdy nie miałam kolorowej masakry na włosach :) za to nie ominęła mnie prostownica, ale przede wszystkim chcę Wam pokazać, że włosom z predyspozycjami do loków czasem trzeba trochę pomóc i nauczyć się kręcić :) od początku...
(większość zdjęć zakółkowana przez moje niezbyt mądre miny :P)

Urodziłam się z ciemnymi, prostymi włosami, które wraz z wzrostem zaczęły się kręcić w małe loczki.

to tylko wycinek ale strasznie lubię to zdjęcie :P



Rosły sobie mniej więcej do ramion, gdy moje siostry pojechały na tradycyjne pokomunijne ścinanie włosów a ja zostałam wzięta w bonusie. Spiralki już nie wróciły, włosy jedynie się wywijały, a moja mama czesała je w palemkę na czubku głowy bo zwykłego kucyka nie dało się chwycić. Zaczął się etap zapuszczania do komunii, a im były dłuższe tym bardziej proste. Oprócz tego grube i gęste.


To były najdłuższe włosy jakie kiedykolwiek miałam w życiu i baardzo chcę wrócić do takiej długości! Każdy się nimi zachwycał, a mi jako dziecku były obojętne. Najczęściej były spinane w warkocza od czego robiły się fale.


 Na komunię wyglądały tak :)


Jak to po komunii bywa poszły pod nożyczki. Gdybym mogła wrócić do tamtych czasów nigdy bym ich nie ścinała... :p cóż, taka zmiana to była dla mnie ulga! Przed wakacjami tylko do długości na pierwszym zdjęciu, ale w 3 klasie zaczął się basen i to była katastrofa wepchnąć nawet tylko tyle włosów pod czepek. Tata wziął mnie do fryzjera z prośbą "bardzo krótko ale nie na chłopaka". Jak myślicie jak wyglądałam po wizycie? ;) Były króciutkie! Non stop byłam mylona z płcią przeciwną, czemu w sumie się nie dziwię. Nie mam zdjęcia z tamtego okresu, to drugie to już odrastające włosy więc i tak nie jest źle :)


Koniec 3 klasy, koniec jeżdżenia na basen, można było zapuszczać. Tzn. to nie był jakiś konkretny cel, nie zwracałam na to uwagi więc włosy sobie spokojnie rosły. Sporadyczne wizyty od fryzjera i cieniowanie, nie wiem dlaczego ale zawsze mi się podobały takie włosy więc cieniowałam.
Jakoś w 5 klasie mama ścięła mi grzywkę. Nigdy więcej! Ile zajmuje schodzenie z takiej grzywki :p w wakacje ratowałam się opaskami, a potem zarzucałam ją na bok. Włosy naturalne, jak widać proste, jedynie wywijały się na końcach. Mycie to jakiś drogeryjny szampon i odżywka, pamiętam że lubiłam wtedy pantene pro-v bo idealnie radziła sobie z elektryzowaniem włosów dokuczliwym zwłaszcza w zimie.


A potem się zaczęło... PROSTOWNICA. Nie ja ją sobie zażyczyłam, nie ja dostałam, ale moja siostra. Początkowo pożyczałam tylko okazyjnie, bo niby miałam proste włosy ale się wywijały, a bardzo podobał mi się efekt włosów prostych jak drut. Z czasem z okazyjnego prostowania zrobiło się prostowanie codzienne, aż w końcu zniszczone, suche włosy bez prostownicy zaczęły się puszyć i wtedy w ogóle była niezbędna.


To już późniejsze zdjęcia. Do fryzjera chodziłam gdy po prostu miałam ochotę :p


 Tutaj jeszcze jakoś wyglądają, bo są podcięte. Końcówki były w tragicznym stanie, trudno było znaleźć tą zdrową. Rozdwojone, rozczworzone i więcej... Dodatkowo gdy mi się nudziło na lekcjach to po prostu brałam dwie części włosa i je rozrywałam, dzięki czemu zniszczenia pięły się w górę. Mądrze, mądrze...
Łącznie włosy prostowałam codziennie jakieś 3 lata? Oczywiście bez zabezpieczeń. Drastyczne zdjęcie obrazujące ich stan... od wilgoci na polu powywijane.


Suuuuche sianooo..... W wakacje po 6 klasie ścięłam włosy mniej więcej do połowy szyi, ponieważ tak mi było wygodniej w upalne lato. Oczywiście dalej prostowałam.
Pierwszym impulsem do zerwania z prostownicą byli moi koledzy, którzy na zielonej szkole w I gimnazjum wrzucili mnie do morza. Od wody i braku rozczesania zrobiły mi się piękne loczki, które zachwyciły dosłownie wszystkich, bo prawie wszyscy myśleli, że proste włosy mam naturalnie (bu-ha-ha) :D całkowite odstawienie prostownicy nie było takie łatwe, zdarzały się dni kiedy jej używałam. Głównie dlatego, że w dalszym ciągu robił mi się OGROMNY puch na głowie, popalone włosy nie były już idealnie proste ale też nie kręcone. Zaczęłam je więc sama kręcić, oczywiście z ogromną ilością pianki która wtedy była moją nieodłączną przyjaciółką. Dzieliłam włosy na dwie części i każdą z nich jeszcze raz na dwa. Zawijałam wokół własnej osi i potem dwa ruloniki spinałam wokół siebie. Tak szłam spać, rano wystarczyło tylko rozplątać włosy.
Tak wyglądały bez kręcenia jeśli miały lepszy dzień (chodzi oczywiście o skręt a nie o stan, bo dalej sianooo):


A później wciąż sztucznie kręcone tak:



Po odstawieniu prostownicy odrobinę odżyły. Używałam standardowo silikonowych szamponów i odżywek. Prostowałam tylko grzywkę, która na bok dłuższa lub krótsza zawsze mi towarzyszyła. Mam ją do dzisiaj tylko oczywiście dłuższą, przedziałek robię na środku :) 
Nooo, czasem jeszcze zdarzyło mi się polecieć po całych włosach i wtedy prezentowały się tak (krótsze bo wcześniej zrobione niż poprzednie):


Zwykle jednak zawijałam, nie wiem przez jaki okres czasu ale dość długo. Aż pewnego dnia coś mnie tknęło i po rozczesaniu na mokro jedynie wgniotłam piankę... Jakiego doznałam szoku gdy już nie było puchu a piękne loki! Od tamtego momentu tak właśnie stylizowałam włosy. Kręciły się raz mniej, raz bardziej, jednak były do okiełznania i to był duży plus. Wciąż rosły, ja nic większego z nimi nie robiłam, jedynie bardziej zwracałam uwagę na szampony i odżywki jakie kupowałam, ale to i tak były te szeroko reklamowane :)
Na początku 2013 roku prezentowały się tak:


Mycie dalej szampon&odżywka no i oczywiście alkoholowy biosilk a jak! Coraz bardziej wkręcałam się w ich pielęgnację, jednak to wciąż ograniczało się do testowania sklepowych produktów, a tak naprawdę tylko odżywek bo byłam wtedy zdania że "szampon ma tylko myć". Zainspirowana siostrą od czasu do czasu robiłam sobie maseczki, które polegały na zmieszaniu wszystkiego co miałam w kuchni (żółtko, oliwa z oliwek, siemię lniane, miód, rumianek, jakieś witaminy z tabletek i wiele wiele więcej... prawdziwe bomby). Nakładałam na włosy, owijałam folią, ręcznikiem i cierpliwie trzymałam godzinę. Włosy zawsze podobały mi się po takich zabiegach, dlatego dużo czytałam o ich pielęgnacji. Wciąż byłam jednak za leniwa na coś więcej ;)
Kiedyś uparłam się na zapuszczanie, wyczytałam że czarna rzepa jest dobra, więc udałam się do Rossmanna, kupiłam szampon z ową rzepą (Eva Natura oczyszczający hahaha) a do tego odżywka pokrzywowa z Green Pharmacy, w końcu natura to moc! Myłam takim zestawem co 3 dni, jak myślicie jak zareagowały moje włosy na szampon zdzierak i ziołową odżywkę? No nie najlepiej :D byłam bardzo zawiedziona, wykończyłam, odstawiłam w kąt i wróciłam do silikonowych bomb. Generalnie myślałam że moje włosy prezentują się całkiem nieźle, dopóki nie zobaczyłam tych zdjęć:



I załamałam się suchymi końcówkami... ale kręciły się ładnie. Na początku lipca zrobiłam sobie szamponetkę "ciemna wiśnia".


A na początku sierpnia podcięłam końcówki, miało być tylko trochę ale wyszło zdecydowanie za dużo! Włosy miałam jedynie trochę za ramiona! Załamałam się nad swoją głupotą, nosiłam cały czas kucyk i ich nie rozpuszczałam. Teraz sobie myślę, że w sumie wyszło im to na dobre, bo pozbyłam się części zniszczonych włosów.
Po wakacjach zaczęłam więcej czytać na temat pielęgnacji włosów głównie na blogu Anwen, ale także oglądałam mnóstwo filmów na yt, kupowałam szampony Alterry i różne odżywki zwłaszcza ostatnio recenzowaną Isanę Locken Spulung :) bardzo nieregularnie, ale jednak zaczęłam olejować oliwą z oliwek i olejem lnianym. Włosy wyglądały o tak:


Aż w końcu pomyślałam, że skoro tyle rzeczy (wtedy wydawało mi się to dużo... ;)) używam, skoro poświęcam im już trochę więcej uwagi to fajnie byłoby gdzieś o tym pisać i z kimś się dzielić. Długo nie mogłam się zdecydować czy blog to dobry pomysł, ale ostatecznie wystartowałam i od tamtego momentu możecie mnie już śledzić :) Bałam się czy wytrwam, czy nie rzucę tego w kąt, ale tak naprawdę to był prawdziwie przełomowy moment! Zaczęłam zwracać uwagę na dosłownie każde mycie i robić rzeczy, w które wtajemniczone są tylko włosomaniaczki, bo dla innych to zwykłe wariactwo :D Obecnie mniej-więcej wiem co im służy, wciąż je poznaję, są w coraz lepszym stanie, a końcówki są okiełznane! :)

Czasem zastanawiam się jakie byłyby moje włosy, gdybym nigdy nie sięgała po prostownicę. Teraz moim celem oprócz dbania o ich stan jest zapuszczenie minimum do talii i jestem niezmiernie ciekawa jak się będą zachowywać gdy będą takie długie!


10 komentarzy:

  1. Nie było z nimi aż tak źle, jednak widać było przesuszone końcówki i duży puch :D czas doświadcza nas wszystkich, a Twoje włosy po pielęgnacji są w dobrej kondycji :) nie ma puchu i widać zdecydowane wygładzenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem że w sumie nigdy nie miałam jakiejś ogromnej masakry na włosach (oprócz siana) jednak to dzięki mojej mamie która nie pozwalała mi na żadne chemiczne farbowanie itp :) dodatkowo są mocne same z siebie. Do dzisiaj jednak są wymagające w kwestii nawilżenia. Ciekawi mnie czy się rozprostują wraz z wzrostem :p

      Usuń
  2. Widać dużą różnicę:) gdy zawijałaś włosy też mi się podobały. Oczywiście teraz są gładsze i bardziej błyszczące :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeszły długą drogę, chociaż i tak uważam, że byłaś dla nich dość łaskawa. Końcowy efekt jest super, masz bardzo ładny odcień włosów. :)

    Ps. W wolnej chwili zapraszam także do wzięcia udziału w rozdaniu na moim blogu. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne, piękne włosy :) zaglądam tutaj do Ciebie, bo mam podobne włosy (tylko krótsze). I o tym, że są kręcone, też się przekonałam nad wodą - w liceum na spływie kajakowym, kiedy po wyjściu z wody nic z nimi nie robiłam i same się skręcały ;) wszyscy, łącznie ze mną, byli bardzo zdziwieni, bo do tamtej pory tak nie wyglądały :) pozdrawiam i życzę wytrwałości i wielu inspiracji!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award ;)
    http://blog-amandy.blogspot.com/2014/05/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Widać,że włoski nie były aż w takim tragicznym stanie,lecz efekt teraźniejszy na prawdę jest ładny.
    Widać,że włosy są zadbane i przede wszystkim zdrowe.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem zadaję sobie takie samo pytanie jeśli chodzi o prostownicę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. piękne masz włosy ♥
    zapraszam do mnie - nowy post :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dotarłaś do ślicznych loczków ^^

    OdpowiedzUsuń

Nie reklamuj się - wchodzę na bloga każdego, kto skomentuje,
Nie uznaję obserwacja za obserwację, jeśli Twój blog mi się spodoba na pewno go zaobserwuję,
Jeśli coś Ci się nie podoba - pisz śmiało, byle nie w formie hejtu a konstruktywnej krytyki - wszyscy jesteśmy ludźmi :)

Dziękuję za komentarz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...