niedziela, 23 marca 2014

Niedziela dla włosów (3) - lniana bomba

Cześć!

Cały tydzień bez postów, wow! Ten na szczęście zapowiada się znacznie luźniejszy i mam nadzieję nadrobię pisanie :) powoli będą wracać lakierowe notki, paznokcie z bólem serca spiłowałam na okrągłe (nie wykluczając w przyszłości kwadratów) i spokojnie sobie odrastają.

Zmieniłam także swój avatar na ten po lewej oraz nazwę - z Julii na J. (kreatywnie! i PS. to to nie polskie jot, tylko angielskie dżej, w tym języku jakoś tak lepiej brzmi! :D) także komentuję Wasze posty pod nową osłoną.

Dziś jak co tydzień Anwenowa niedziela. Od dawna planowałam zrobić 'lnianą bombę' ponieważ moje włosy uwielbiają len w każdej postaci i gdyby umiały mówić zapewne darłyby się 'DAJ DAJ DAAAAJ!'. Siemię lniane daje mnóstwo możliwości, można z niego zrobić 'szampon', maskę, płukankę, żel lub po prostu dodać do czegoś. Stwierdziłam, że aż tak nie będę szaleć i ograniczyłam się do oleju lnianego i maseczki. Tym razem bez oczyszczania ponieważ tak jak pisałam ostatnio skończył mi się szampon zdzierak, a na włosowe zakupy się jeszcze nie wybrałam. Zresztą kłaczki chyba tego nie potrzebowały - ostatnio zdałam sobie sprawę, że w sumie moja pielęgnacja jest bardzo 'lekka'.
Zaczęłam od naolejowania lnianym, z którym chodziłam ok. 4h w międzyczasie fundując saunę i lekkie podgrzewanie suszarką. Następnie dwukrotnie umyłam włosy Babydream i nałożyłam na głowę maseczkę z siemienia na ok. h pod czepek i ręcznik, również z podgrzaniem. Zrobiłam ją w proporcji 1 łyżka na 1 szklankę wody, gotowałam na małym ogniu 15 minut. Niestety wyszła zbyt wodnista, gdy ziarenka odcedziły się od reszty zdecydowanie ZA łatwo stwierdziłam, że coś jest nie tak :P Szkoda, bo wyszło jej sporo i miałam nadzieję, że zostanie jako żel. Nawet próbowałam jakoś wgnieść we włosy, ale średnio to wyszło i ostatecznie użyłam tego co zawsze czyli żelu mrożącego Joanny.

Nie złapałam dziś światła dziennego, dlatego zdjęcia ze zdradziecką lampą, która podrasowała blask na 100% :P




Po prawej zdjęcie bez lampy


No, żeby nie było - błyszczą się, nie tak jak na zdjęciu bo raczej nikt za mną nie chodzi i mi lampą we włosy nie świeci, ale jednak. Są całkiem gładkie, ale przede wszystkim to czego mi ostatnio brakowało - sprężyste, puszyste i miękkie. Skręt jest bardzo delikatny spiralkowy - chyba przeczytały moje ostatnie żale nt. fal i nie wariują w tym temacie. Chyba z każdym dniem coraz bardziej lubię te moje kudły :)


Macie jakieś doświadczenia z maseczką z siemienia?

Miłego tygodnia :*


PS. zepsuła mi się funkcja obserwowania :( nie mogę obserwować nowych blogów, zawsze wyskakuje coś w stylu 'Realizacja twojego żądania jest obecnie niemożliwa, spróbuj ponownie później". Próbowałam już z różnych przeglądarek i nic.. Miała tak któraś z Was? lub wiecie jak to naprawić?

5 komentarzy:

  1. nienawidzę się babrać w siemieniu, tyle roboty z tym ;/ zresztą na moje kłaki on jakoś nie bardzo działa :c

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszcze Ci tych włosów :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje włosy uwielbiają siemię lniane w formie maseczki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje włosy też uwielbiają siemię, szczególnie żel fajne utrwala skręt, a maseczkę lubię łączyć z indyjskimi ziołami, siemię zapobiega ziołowemu przesuszeniu i efekt jest świetny :D
    Mam wrażenie, że twoje fale przypominają trochę moje, tylko masz dłuższe i zdecydowanie gęstsze włosy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi maseczka z siemienia bardzo łądnie poprawia skręt loków :)

    OdpowiedzUsuń

Nie reklamuj się - wchodzę na bloga każdego, kto skomentuje,
Nie uznaję obserwacja za obserwację, jeśli Twój blog mi się spodoba na pewno go zaobserwuję,
Jeśli coś Ci się nie podoba - pisz śmiało, byle nie w formie hejtu a konstruktywnej krytyki - wszyscy jesteśmy ludźmi :)

Dziękuję za komentarz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...