niedziela, 16 marca 2014

#1 Loki czy fale? Koczek ślimak

Cześć!

Wiecie co najbardziej podoba mi się u kręconowłosych? To, że dla każdej 'idealny skręt' znaczy coś innego. Nie zawsze ten najmocniejszy jest najlepszy. Ostatnio mam wrażenie, że u mnie tak właśnie jest. Moim zdaniem lepiej wyglądam w luźniejszym skręcie lub falach. Być może ma na to wpływ fakt, że wtedy wydają się dłuższe. Krótkie kompletnie mi nie pasują, dodając do tego moją manię zapuszczania... ;) zobaczymy jak to będzie gdy osiągnę wymarzoną długość.

Z tych własnie powodów + zdecydowanie za dużej fali BHD która ostatnio mnie nie opuszcza zapoczątkowałam na blogu nową serię postów, która będzie trwała do czasu kiedy skończą mi się pomysły na 'sztuczne' kręcenie włosów (oczywiście bez palenia lokówką itp.). Tak właśnie robiłam z włosami gdy uczyłam je skrętu po odstawieniu prostownicy (więcej w MWH która już niedługo!). Ale po kolei...

Jak nadaję skręt moim włosom i czego w tym celu używam?



Zacznijmy od tego, że moje włosy koniecznie potrzebują stylizatora. Pozostawione same sobie nie mają ładnego skrętu i puszą się. Może kiedyś tak zrobię i pokażę w tej serii, ale nic nie obiecuję ;)

Włosy czeszę oczywiście grzebieniem podczas mycia, a konkretniej trzymania odżywki na głowie. Absolutnie nie na sucho! co rozumieją chyba wszystkie kręconowłose ;) Po zabezpieczeniu końcówek i nałożeniu jedwabiu/odżywki b/s itp. ugniatam je kremem lub żelem mrożącym Joanny. Ostatnio zaopatrzyłam się w spray do loków Marion, który jednak rozcieńczyłam bo był za mocny. Lubię również tworzyć własne psikacze.

źródło: google

Co ważne włosy nie mogą być ani trochę suche podczas układania, ponieważ wtedy na bank nie podłapią dobrego skrętu i będą się puszyć. Ugniatam je dłońmi, nie mam cierpliwości do zawijania w koszulkę itp ;) Tyle mi wystarcza, by osiągnąć loki z jakimi widziałyście się dotychczas - w każdej wcześniejszej notce właśnie tak postępowałam z włosami.

To tak na wstęp o tym jak je układałam do teraz, nie wykluczam że po poszukiwaniu idealnego skrętu/fal ulegnie to zmianie. Dlatego też nie chciałam robić osobnej notki.

Przejdźmy jednak do głównego tematu posta! W testach sztucznego skręcania na pierwszy ogień poszedł KOCZEK ŚLIMAK. 
 Szczerze powiedziawszy nie polubiłam się z nim od razu - gdy robiłam go na noc na suche włosy rano były 'takie se'... Ni to loki, ni to fale, jakieś takie podprostowane z lekkim zakręceniem na końcówkach. Moje kłaczki niestety łatwo łapią kształt od fryzury nawet gdy są suche. Teraz postanowiłam je zakoczkować (nowe słowo? ;)) na mokro. I powiem Wam że to był strzał w dziesiątkę!
Tym razem rozczesałam włosy również po myciu i dałam im podeschnąć, ale nie dużo. Przetrzepałam palcami, psiknęłam sprayem i zawinęłam średnio mocnego ślimaka. Trochę ryzykowałam nie używając kremu ani żelu, ale bałam się niesłusznie!



Na zdjęciach są jeszcze odrobinę wilgotne co jest wadą (przynajmniej w moim przypadku) spinania mokrych włosów na noc. Jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły! Skręt jest zdecydowanie luźniejszy, a kosmyki zbijają się w spiralki. Nie spuszyły się. Oprócz wysychania muszę się jeszcze przyczepić do włosów przy samym przedziałku które bardzo niefajnie się odkształciły. Wystrzeliło je w górę gdy reszta pozostała na swoim miejscu. Dało to efekt trójkąta, po jakimś czasie na szczęście oklapnął chociaż niestety nie do końca. Mimo wszystko metoda mi się bardzo spodobała i wrócę do niej nie raz.


A Wy jak kręcicie swoje włosy? :)

1 komentarz:

  1. Jaki cudny skręt!
    Też czasami skręcam włosy na koczku ślimaczku, ale moje nie prezentują się tak dobrze jak Twoje ^^

    OdpowiedzUsuń

Nie reklamuj się - wchodzę na bloga każdego, kto skomentuje,
Nie uznaję obserwacja za obserwację, jeśli Twój blog mi się spodoba na pewno go zaobserwuję,
Jeśli coś Ci się nie podoba - pisz śmiało, byle nie w formie hejtu a konstruktywnej krytyki - wszyscy jesteśmy ludźmi :)

Dziękuję za komentarz!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...